Wypalenie produktywności
- Kuba Gołębiowski

- 21 paź 2025
- 2 minut(y) czytania
Wypalenie zawodowe czai się na nas każdego dnia.
Przemyka między spotkaniami w kalendarzu, skrada się w nawale zadań, podkrada się w potrzebie bycia produktywnym.
Mnie parę razy dopadła.
Na początku wypierałem to, cisnąłem dalej - i efekty były bardzo złe. Im bardziej cisnąłem, tym więcej mnie to potem kosztowało.
A recepta jest prosta:
Kiedy samo siadanie przy biurku wywołuje fizyczną niechęć, a na myśl o napisaniu maila masz odruch wymiotny – po prostu tego nie rób.
Odpocznij. Zrób tylko absolutne minimum. Bardzo ważne jest, żeby zrobić to przy pierwszych, nawet lekkich objawach. Inaczej rekonwalencje będzie dużo dłuższa i trudniejsza.
Tylko że tu pojawia się kolejna pułapka, typowa dla „produktywnych ludzi” – próba optymalizowania absolutnie każdego momentu. Zaczynasz odpoczywać i po dziesięciu minutach myślisz: „Może lepiej poczytać coś mądrego? Albo zapisać nowy pomysł?” Przez lata skakałem z aktywności na aktywność, bo chciałem, żeby każda minuta była wartościowa.
Do droga donikąd.
To nie czyniło mnie bardziej produktywnym. To prowadziło do wypalenia.
Bo człowiek to nie maszyna, my potrzbejemy oddechu, luzu i odrobiny bezcelowej przyjemności. Dlatego uczę się dziś nie optymalizować swojego odpoczynku. Nie robić „czegoś pożytecznego” przez cały czas.
„Nicnierobienie” to najskuteczniejsza strategia regeneracji. Nie musisz wyciskać produktywności z każdej minuty życia.
Zresztą, po co komu takie życie?


Zdjęcia pochodzą z wystawy "Ślady istnienia" Wolfgang Stiller, którą obejrzałem w Muzeum Rzemiosła w Krośnie.
Cykl Matchstickmen, w którym ludzkie głowy zastępują główki zapałek, mówi o kruchości życia i doświadczeniu wypalenia. Te monumentalne figury przypominają, że nasze istnienie - choć potężne w momencie płomienia - jest ulotne i podatne na zniszczenie. Głowy uwięzione w siatce stają się metaforą jednostek schwytanych w sieć zależności, presji czy systemów społecznych, z których niełatwo się uwolnić.



Komentarze